Alexandra


niedziela, 20 lutego 2011 23:14:11, komentarze [1]

Elena stała w drzwiach z dłonią wciąż ściskającą klamkę. Czuła się co najmniej dziwnie. Jakby za drzwiami stało coś przypominającego zniekształcające lustro w wesołym miasteczku, zmieniające ludziom to co mu się w danej chwili podoba. Na progu przed domem stała ciemnowłosa dziewczyna. Oczy miała praktycznie takie jak ona, ciemne i bystre. Jej twarz była troszkę bardziej zaokrąglona, a usta pełniejsze. Była też niższa niż Elena ale niewiele. Stała spokojnie przed drzwiami i uśmiechała się nieśmiało. Latarnia zawieszona koło drzwi oświetlała dokładnie jej sylwetkę. Wyglądała na normalna nastolatkę w wytartych jeans’ach i kolorowej koszulce.
-Cześć – odezwała się w końcu przerywając milczenie i sprowadzając „panią domu” na ziemię.
-Cześć… – odpowiedziała Elena wypuszczając z siebie powietrze z cichym świstem. Odsunęła się trochę od drzwi robiąc tym samym przejście dla swojej siostry. Zerknęła przy tym kątem oka na Stefana, nauczyła się już bowiem, że trzeba uważać kogo się zaprasza do domu. Stefan od razu zrozumiał, że Elena nie wypowiadając słów zapraszających sprawdza czy przypadkiem nie ma do czynienia z wampirem mogącym mieć złe zamiary. W końcu po wujku John’ie można było spodziewać się wszystkiego. Alexandra oglądnęła framugi drzwi wejściowych i próg. Elenie na ten widok szybciej zabiło serce, trzy wampiry w jej najbliższym otoczeniu zupełnie jej wystarczały. Jednak po chwili szatynka weszła do środka bez większych problemów.
-Ładny dom, dzień dobry – powiedziała stojąc już w środku. Rozglądnęła się po holu z zaciekawieniem aż w końcu jej wzrok padł na grupkę osób zebranych w salonie. Na ułamki sekund zatrzymywała wzrok na każdym z zebranych. Wszyscy teraz zrozumieli zdziwienie Eleny po otwarciu drzwi. Alexandra była PRAWIE kropka w kropkę jak ona. Prawie – bo jedyna osobą, która była idealnie podobna była Kathrine.
-Jesteście… o matko… - wymsknęło się Jenn’ie. Alexandra uśmiechnęła się tylko do niej. Po paru krótkich chwilach dopiero każdy otrząsnął się z pierwszego wrażenia.
-No… to tak. – Elena wzięła głęboki oddech – Elena – wyciągnęła rękę do dziewczyny. Ona uścisnęła ją spoglądając siostrze w oczy.
-Alex.
Elena uśmiechnęła się starając ukryć zmieszanie, które nadal jej towarzyszyło. Spodziewała się małej wrednej dziewczyny, ewentualnie damy o wyniosłym, okropnie lodowatym spojrzeniu bardziej przypominającej John’a. Na szczęście się pomyliła.
-To Jenna siostra mojej mamy, tam jest Jer mój brat… Stefan…
-Twój chłopak – przerwała jej Alex, na co Elena spojrzała na nią z kolejną dawką zaskoczenia – no co? Tak na siebie zerkacie, że trudno się nie domyślić.
-No tak… To Damon, brat Stefana i Alaric… – Elena przez moment zastanowiła się jak przedstawić swojego nauczyciela historii – przyjaciel Jenn’y.
Alex uraczyła każdego przyjaznym uśmiechem. Tak oto więc dobrnęli do końca tej koszmarnej części oficjalnej. Atmosfera zaczęła się rozluźniać. Po chwili Jenna zawołała wszystkich do stołu. Każdy zajął swoje miejsce jak najszybciej potrafił. Alex czekała, które krzesło zostanie dla niej i okazało się, że przygotowali jej miejsce u szczytu stołu. Wtedy też zaczęło się jedzenie. Dziewczyna nalała sobie soku do szklanki i się napiła. Elena, Stefan, Damon i Alaric w tym momencie na nią zerknęli.
-Co?
-Nic… - mruknął Alaric – po prostu, sam wyciskałem i…
-Jest ok. – odparła dziewczyna – dziwny posmak, ale kto to teraz wie czym te pomarańcze spryskują.
Damon z Alaric’iem wymienili spojrzenia. Siostra Eleny przeszła już przez dwie próby. Nie była wampirem bo nie potrzebowała zaproszenia by wejść do domu. Nie była też wilkołakiem bo roztwór z tojadu w soku nie zrobił na niej wrażenia. Tak więc wychodziło na to, że jest naprawdę taką zwyczajną niepozorną nastolatką na jaką wygląda.
-John nigdy nie wspominał, że ma córkę… znaczy się… jakąś poza mną – mruknęła Elena.
-Do wylewnych to on nie należy – odparła Alex – mi też nic nie wspominał.
-Jak ty z nim wytrzymujesz? Przecież to kretyn – wyrwało się Jenn’ie zanim zdążyła ugryźć się w język, w końcu wypowiadała się o jej ojcu. Alex uśmiechnęła się pod nosem krojąc swój kawałek kurczaka z rożna.
-Jak jest w domu to bywa ciężko… na moje szczęście częściej go ostatnio nie ma niż jest – odpowiedziała – ciągle gdzieś się wozi… nie wiedziałam, że ma brata, znaczy się… miał, naprawdę bardzo mi przykro Eleno.
Elena była zaskoczona tym, że jej siostra wie co się stało ale pokiwała głową uśmiechając się blado.
-Swoja drogą miałaś kupę szczęścia… podobno tez byłaś w tym samochodzie…
-Tak, miałam szczęście – odpowiedziała Elena dłubiąc w swoim talerzu. Nie lubiła tematu wypadku rodziców i ich śmierci. Na szczęście w prowadzeniu konwersacji wyręczył ją Damon.
-Właściwie czym zajmuje się John? Tyle razy tu wpadał, a nigdy o tym nie wspominał.
-Dobre pytanie… jeździ, prowadzi notatki… bawi się w odkrywcę? – odpowiedziała dziewczyna przenosząc wzrok z Eleny na Damona.
-Notatki?
-Taaak… jakieś pierdoły, kiedyś jeden plik wpadł zupełnie przypadkiem w moje ręce… ale to jakieś brednie szaleńca.
-Co w nich było? – Alaric wyraźnie się zainteresował.
-Coś o wampirach, wilkołakach i innych takich potworkach – Alex wydawała się zupełnie spokojna – sądziłam, że nie interesują go jakieś bajki i legendy o krwiożerczych istotach atakujących ludzi w nocy albo w czasie pełni księżyca… do literatury fantastycznej nigdy nie zaglądał.
-Sądzisz, że to brednie? – Damon zmienił ton na bardziej obojętny.
-Być może… po prostu wydaje mi się, że gdyby jakiś dajmy na to wampir zczaił się, że szalony naukowiec grzebie mu w życiorysie to urwałby mu łeb – Alex uśmiechnęła się gorzko – niestety, Johny ciągle żywy…
Damon wymienił kolejne spojrzenie z Alaric’iem tym razem lekko uśmiechając się pod nosem. W głowie układała mu się piękna wizja tego jak urywa głowę John’owi. Jenna w tym czasie zakręciła się szybko w kuchni i z Eleną podały wszystkim deser. Olbrzymie puchary z lodami i bitą śmietaną.
-A właśnie, Alex… nie obraź się ale urządziłyśmy ci kącik na strychu. Po prostu nigdzie indziej nie było już miejsca więc… - zaczęła Jenna.
-W porządku – przerwała jej dziewczyna – w domu też mam pokój na strychu i jest ok.
Po zjedzeniu deseru Elena poszła swojej siostrze pokazać pokój. Nic poza nim i małą łazienką tam nie było więc tak jakby miała „piętro” do swojej dyspozycji. W kącie przy dużym okrągłym oknie stała zielona palma, jej liście były na tyle wielkie, że znajdowała się pod nimi większa część pokoju. Zaraz pod palmą, przy jej donicy stała rozkładana kanapa i kufer z pościelą. Po drugiej stronie okna było stare rogowe biurko, nieco dalej szafa i komoda. Pomieszczenie wydawało się przytulne. Miało w sobie jakiś taki klimat. Alex przeszła się z jego jednej strony na drugą. Zerknęła przez okno. W oddali widziała las co najwyraźniej ją usatysfakcjonowało. Później zajrzała do łazienki. Co prawda przydałby się tam mały remont ale nie było tragicznie. Żółto-zielone kafelki, prysznic z zasłoną w liście palmowe, toaleta, umywalka i duże lustro.
-Od dawna nikt nie korzystał ze strychu…
-Fajnie tu, podoba mi się – odpowiedziała Alex – jest tak… naturalnie.
Elena uśmiechnęła się nieśmiało pod nosem. Jej siostra siadła z rozmachem na kanapie i omiotła jeszcze raz wzrokiem pokój. Elena czuła do niej jakąś taka wewnętrzną sympatię. Była jej bliźniaczką. Rodzoną bliźniaczką i biła od niej jakaś taka pozytywna energia. Na razie zupełnie się nie przejmowała tym, że może nadal jest w niebezpieczeństwie. Przestał jej przeszkadzać fakt, że to córka John’a. Przestała robić też sobie problem z tego, że jest to kolejna osoba „niewtajemniczona”, którą będzie musiała okłamywać prawie na każdym kroku. Czuła spokój, którego nie czuła od dawna i właściwie wcale nie zastanawiała się nad tym dlaczego tak jest…

Niezapowiedziana wizyta


niedziela, 20 lutego 2011 01:15:41, komentarze [8]

Trzasnęły drzwi, najpierw jedne później drugie. Tupot nóg po schodach w dół. Jakieś stłumione głosy w holu przy drzwiach. Tupot nóg po schodach w górę. Kolejna seria głosów, po których to już dwie pary nóg tupały po biednych drewnianych schodach z powrotem w dół. Elena leżała w łóżku z zamkniętymi oczami. Przysłuchiwała się dźwiękom dobiegającym zza drzwi jej pokoju, które to brutalnie wyrwały ją ze snu. Była właśnie ze Stefanem nad brzegiem morza, zachodziło słońce, różowe obłoczki płynęły leniwie po niebie… Kolejny raz trzasnęły drzwi. Dziewczyna przewróciła się na bok i zerknęła na zegarek. Migały do niej czerwone cyferki układające się w godzinę 6:15. Elena siadła na łóżku, przeciągnęła się leniwie zastanawiając się kto też raczy ją budzić hałasami o tak wczesnej porze. Niezadowolona wygrzebała się z łóżka i zerknęła na korytarz.Wszędzie było jakoś tak mroczno ale zauważyła, że z drzwi naprzeciwko wystaje zaspana twarz Jeremy’ego.
-Co jest?
-Nie mam pojęcia… Jenna biega po schodach, ktoś trzaska drzwiami i coś mi się wydaje, że jest to jakiś niezbyt mile widziany gość – burknął pod nosem Jeremy po czym stłumił ziewnięcie. Na dole zapadła cisza. Rodzeństwo spoglądało na siebie nasłuchując kolejnych fal jakichś hałasów.
-Zwariowałeś?! – rozległ się krzyk Jenny.
-Wujek John…. – Elena i Jeremy wypowiedzieli to równocześnie i oboje mieli równie niezadowolone miny.
-Myślałem, że wyjechał…w końcu ktoś chyba chce go zabić – mruknął Jeremy wychodząc ze swojego pokoju w duchu żałując, że ojciec jego siostry jeszcze żyje. Elena uczyniła to samo i razem zeszli na dół. W holu przy drzwiach stało kilka walizek. Jerr zerknął na siostrę wzrokiem mówiącym „Mam nadzieję, że nie zamierza tu zostać”. Dziewczyna westchnęła. W salonie stał John, naprzeciw którego stała Jenna w swoim wychodzonym szlafroku i futrzanych kapciach. Kawałek dalej stał Alaric. Minę miał raczej niezbyt zadowoloną i to nie tylko ze względu na to, że ktoś raczył go obudzić ale dlatego, że był to właśnie John, który znowu mógł chcieć namieszać mu w życiu.
-Mam pełne prawo….
-Nie, nie masz – przerwała John’owi Jenna – to jest dom Eleny i Jeremiego i to oni będą decydować czy raczą tutaj zrobić hotel dla ciebie czy nie…więc zabieraj te toboły i won.
-…zapytać Eleny czy zechciałaby ugościć moją córkę.
Wszystkim momentalnie opadły szczęki. Wujek John ma córkę…i nie jest nią Elena, bo po cóż miałaby ugaszczać sama siebie.
-Masz córkę? – zapytała Elena.
-Owszem, mam…Alexandra jest twoją RODZONĄ siostrą – odparł John uśmiechając się w swój podły sposób.
-Gdy ja poznam ocenię czy będzie mogła tu zostać, a teraz żegnam, nie jesteś tu mile widziany… tato… - odparła mu szorstko Elena robiąc przejście by mógł wyjść. John rzucił na odchodnym, że to są jej rzeczy i pojawi się wieczorem.

***

-A to ciekawe…John ma córeczkę…ciekawe co też go zmusiło do przysłania jej tutaj… – Damon był wyraźnie zadowolony z tego faktu.
-To nie jest zabawne, jeżeli ona będzie tak samo okropna jak on… - zaczęła Elena.
-To się ją zabije – dokończył Damon jeszcze bardziej zadowolony – skoro jej nie pozwolił oddać tak jak Ciebie, to znaczy, że musi być dla niego ważna, a to znaczy, że nie chciałby jej stracić prawda? Nie powinien nam jej podsuwać pod nos…
-Może właśnie o to chodzi…że on chce się jej pozbyć – przerwał jego wywód Stefan – albo liczy na to, że skoro Elena jest jej siostrą to będzie chciała jej chronić…albo…nie wiem.
-Tak czy inaczej ja mam ochotę ją zabić…Johna zresztą też – odparł mu dobitnie Damon. Wyglądał tak jakby już sobie obmyślał plan działania. Co mógłby zrobić tej dziewczynie i czy uda mu się wykorzystać fakt, że John wrócił do miasta. Elena także była zamyślona, znała „wujka” Johna tyle lat a nie miała pojęcia, że ma jeszcze jakieś dzieci… zdawało jej się, że nikt tego nie wiedział. Istniała jeszcze wersja, że został ten fakt specjalnie przed nią zatajony tak jak jej adopcja.
-Powiedział że ona jest RODZONA czyli że co? Że mamy ta sama matkę? – Dziewczyna zaczęła głośno myśleć.
-Może chcieli stworzyć więcej niż jednego klona? – mrukną Damon – No wiesz, jakby jednemu przypadkowo stała się krzywda, mieliby drugiego w zapasie. Jest młodsza czy starsza? Chyba młodsza w końcu Isobel miała jakieś 17 lat gdy cię rodziła.
-Tego mi nie powiedział, ale Jenna już założyła, że będzie małą wredna rudą suką i na pewno jej nie polubi... Ale tak czy inaczej robi kolacje powitalną, która ma być niby jakąś próbą dla tej całej Alex, chce sprawdzić czy jest w porządku czy jest taka jak John. Aaaha no i wy obaj też jesteście zaproszeni.
-John też będzie? – zapytał Damon z nadzieją w głosie.
-Tego nie wiem, powiedział PRZYJEDZIE wieczorem, co by wskazywało że sama przyjedzie, bez niego – odpowiedziała Elena. Na dłuższą chwilę zapadła cisza. Każdy z trójki zastanawiał się kto to jest, po co John ją tu przysyła, czy będą musieli objąć ją jakąś ochroną, jak będą musieli zachowywać się by nie zorientowała się co jest grane. Wystarczyła im już niewiedza Jenny, która i tak ciężko było obejść, to teraz jeszcze im się trafi jakaś nastolatka.
-Musi być jakiś haczyk, no po prostu musi…John niczego nie robi ot tak, zawsze ma w tym jakiś swój wredny plan, tak jak było z tym sztyletem – powiedział po chwili Stefan przechadzając się przed kominkiem.
-Wtedy chciał mnie zabić. Myślisz, że ma zamiar poszczuć mnie córeczką? Trzęsę się ze strachu, naprawdę. – burknął pod nosem Damon dolewając sobie do szklanki.
-Po prostu musimy ją poznać – westchnęła ciężko Elena – nie mamy innego wyboru.
Obaj bracia się musieli z nią zgodzić, najpierw trzeba kogoś poznać by go ocenić. Tak też pozostało im czekać do wieczora. Około 18 wszyscy, którzy byli zaproszeni na kolacje czekali już w domu Eleny. Alaric co jakiś czas zerkał przez okno i wymieniał porozumiewawcze spojrzenia z Damonem. Jenna kończyła sałatkę. Elena ze Stefanem nakrywali do stołu, a Jerr siedział i po prostu się nudził. Nie był zachwycony tą całą sytuacją. Zresztą nie tylko on czuł się przytłoczony atmosferą panującą w domu. Gdy wszystko było już zupełnie gotowe, sztuce równo poukładane, sałatki na swoich miejscach, świeczniki błyszczały a świeczki zostały zapalone, na podjeździe zazgrzytał żwir. Damon z Alaric’iem zerknęli w okno. Zielony pick-up zatrzymał się równiutko przy domu. Zgasły reflektory i wyskoczyła z niego jakaś osoba. Trzasnęły drzwi starego samochodu, a chwile później rozległ się dzwonek do drzwi. Elena podskoczyła szybko by je otworzyć. Rzuciła jeszcze każdemu domownikowi porozumiewawcze spojrzenie, zatrzymując się trochę dłużej na Stefanie i w końcu otwarła drzwi. Gdy to uczyniła, reszta stojąca z boku zauważyła jedynie malujące się na jej twarzy zdziwienie…





  • Main
  • Heroes
  • Book
  • Fav
  • Author
  • Chapters


    PrologueIIIIIIIVVVI
    VIIVIII